wtorek, 23 sierpnia 2016

Drugi


Cassandra niepewnym krokiem ruszyła w stronę domu Madelyn. Chciała przeprosić Maddie za jej wczorajsze zachowanie. Nie czuła skruchy; rozum i serce podpowiadały jej, jak należy uczynić.
— Kiedy się zgadzają, a nieczęsto to się zdarza, należy ich słuchać — wymamrotała, w myślach licząc kroki, które przebyła.
Dziesięć, jedenaście...
Stop. Ujrzała Madelyn siedzącą samotnie na ławce. Rozglądała się niecierpliwie wokół, lecz kiedy tylko zwróciła się w stronę Cassandry, spuściła wzrok. Nie miała ochoty jej widzieć. Szybko podniosła się i raźnym krokiem poszła do domu.
Cassandra tylko nerwowo westchnęła i oczami odprowadzała przyjaciółkę. Poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Potrząsnęła gwałtownie głową, po czym odwróciła się. Poszła w przeciwnym kierunku niż Madelyn.
W miejscu, gdzie wiedziała, że nikt jej nie zobaczy, usiadła po turecku na trawie. Zrelaksowała się i zaczęła wyrzucać z siebie wszystkie myśli. Zaczęła od ostatniego wybuchu. Zastanowiła się jeszcze, dlaczego to zrobiła? Może dlatego że…
— Proszę, proszę, kogo my tu mamy? Medytującą dziewczynę? — usłyszała kpiący głos. — No, wstawaj, mamy sprawę do załatwienia.
Cassie poczuła, jak ktoś boleśnie chwyta ją za ramię. Syknęła cicho, jednak od razu się podniosła i zaciekawionym wzrokiem zaczęła wpatrywać się w obcego. Po chwili na jej twarz wpełzł chytry uśmieszek.
— Co się tak patrzysz?! — powiedział mężczyzna nerwowo zza zaciśniętych, białych zębów. Cassandra uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Po chwili uśmiech znikł z jej twarzy, bo brunet mocno ścisnął jej nadgarstek.
— Staram się zapamiętać twoją twarz — zaśmiała się kpiąco. — Może mi się kiedyś przyda. Puść, bo martwy chyba nikomu się nie przydasz?
Brunet usłyszał szczęk wyciąganej saksy. W tej samej chwili poczuł ucisk na klatce piersiowej i puścił Cassandrę. Ostrze powoli przemierzało odległość do jego gardła, kiedy…
— Dobra, odłóż ten tępy nożyk, dziewczynko, bo się skaleczysz — zakpił, jednak syknął, gdy nóż musnął delikatną skórę na szyi. — Pamiętaj, martwy się nikomu nie przydam.
Cass z satysfakcją obserwowała kwaśną minę obcego. Schowała broń z powrotem, po czym złapała bruneta za ramiona, boleśnie wbijając paznokcie w jego obojczyki. Uśmiechnęła się sztucznie, po czym zacisnęła zęby i wysyczała:
— Gadaj, coś ty za jeden, albo „tępy nożyk” naostrzy się twoimi kośćmi.
Na jego twarzy namalowało się zwątpienie i niepewność, natychmiast zastąpione lękiem. Cassandra nie wiedziała, że były to szczere uczucia. Odepchnęła go od siebie. Jej oczy przepełnione były złowrogimi błyskami. Brunet mimowolnie przełknął ślinę, po czym wyszeptał z goryczą:
— Aaron. Aaron Odważny.
— Chyba Aaron Głupi — mruknęła Cassie cicho, jednak na tyle głośno, żeby Aaron to usłyszał. — Przydomek mogłeś sobie darować — dodała, śmiejąc się w duchu.
Ten jednak nic sobie z tego nie zrobił. Usiadł na trawie, podobnie jak wcześniej Cassandra. Wziął kilka głębokich wdechów i wydechów, nawet zamknął oczy, zrelaksował się, a Cass się zaśmiała. Przed chwilą to właśnie Aaron kpił z niej przez „medytację”. Szturchnęła go stopą.
— Gadasz? Nożyk czeka, pamiętaj — powiedziała nieco znudzona.
Aaron wstał, zrobił kilka nerwowych kroków tam i z powrotem oraz klasnął w dłonie. Przez chwilę wpatrywał się w twarz Cassandry, po czym zrobił niewinną minę i zapytał ją, jak ma na imię. Zdobył się nawet na ten sam kpiący uśmiech, którym obdarzył Cassie na początku znajomości. W jego oczach dostrzegalne były błyski satysfakcji, jednak znikły od razu, kiedy Cass przedstawiła się bez żadnych ceregieli.
— Cassandra, przyjaciele („Ty się do nich nie zaliczasz”, dodała w myślach) mówią na mnie Cassie lub Cass. — Po czym zaśmiała się krótko, żeby oznajmić Aaronowi, że jemu nie wolno używać tych słów. Natychmiast spoważniała i gestem dłoni ponagliła towarzysza.
— W Królestwie źle się dzieje, musimy spotęgować armię specjalną — powiedział cicho, wpatrując się w swoje buty. — Ja… dostałem namiary na ciebie, Cassandro, i twoją koleżankę, Madelyn. Ty… Ty musisz być w naszej maksymalnie trzyosobowej załodze, bo świetnie władasz noż… bro… saksą i…
Cassandra mu przerwała, prychając.
— Nie podlizuj się — mruknęła, kiwając głową z dezaprobatą.
Aaron machnął ręką i zaczął opowiadać, jak to przejechał pół Królestwa na maleńkim kucyku, potem spotkał się z Madelyn, zaczął jej pochlebiać i…
— CO? — ryknęła Cassandra z niedowierzaniem. — Zaprosiłeś ją do karczmy? Jak ona mogła się zgodzić pójść z takim… czymś — powiedziała, palcem okrążając w powietrzu jego sylwetkę.
— Mój mały krępy konik bawi się z jej kotem, wspominała, że od ciebie? ƒ— zapytał, a raczej stwierdził Aaron. Cassandra pokiwała głową w zamyśleniu („Nareszcie ten kot ma się z kim bawić”), po czym ponownie ponagliła go gestem dłoni. — No… Jej jeszcze nie mówiłem, ale musi dowiedzieć się jak najwcześniej. Niedługo mamy pierwszą misję.
Cassandra popatrzyła na niego z niedowierzaniem. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i uśmiechnęła się słodko, sztucznie. Aaron podniósł ręce w geście niezrozumienia.
— A niby dlaczego to ty masz rządzić w tej armii? — zapytała, jednak uśmiech od razu zbiegł z jej twarzy.
Aaron w ułamku sekundy ściągnął łuk z ramienia. Wyciągnął jedną strzałę z kołczana i nałożył na cięciwę. Naciągnął ją. Kilka sekund zajęło mu wypatrywanie celu, jednak po chwili zauważył ruch w trawie daleko za Cassandrą. „Coś” szło ku niej w zastraszającym tempie. Delikatnie przechylił się w bok, po czym puścił cięciwę.
Strzała poszybowała w powietrzu. O włos minęła ramię Cassie, a ta w tym samym momencie wzdrygnęła się. Aaron uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy strzała wbiła się prosto w gardło gada. Trawę poruszał już tylko lekki wiatr.
— Jeśli chciałeś udowodnić swoją umiejętność strzelając we mnie, popełniłeś wielki błąd — powiedziała Cassandra, z trudem zachowując panowanie nad głosem. — A zresztą, i tak mnie nie postrzeliłeś.
Aaron zaśmiał się krótko. Miał przewagę nad Cassie; miał bardziej wyostrzone zmysły słuchu i wzroku. Cass zrobiła jeszcze poważniejszą minę i odwróciła wzrok. W ich stronę szła Madelyn, powłócząc nogami. Maddie wydawało się, że widziała tylko Aarona.
Aaron zrozumiał, że coś się działo, gdy zauważył, że Cassandra wpatruje się za niego. Stopniowo się odwracał, a gdy zauważył, że ku niemu kroczy Madelyn, stanął i pomachał do niej ręką. Cassie nerwowo westchnęła. Już miała odejść, kiedy Aaron złapał ją za nadgarstek i pociągnął. Chcąc nie chcąc, Cassie stanęła obok Aarona.
Madelyn podejrzliwie spoglądała na Cassandrę. Kiedy wreszcie do nich podeszła, powiedziała krótko:
— Gadać, co się dzieje.
Cassandra nerwowo westchnęła. Przestąpiła z nogi na nogę, gdy zauważyła, że Aaron nadal nie puścił jej ręki. Delikatnie wyszarpnęła się z objęcia.
— Maddie, Cassandra się zgodziła. Czy ty także…? — zapytał Aaron z nadzieją.
Cassandra wyrzuciła ręce w powietrze i chciała powiedzieć, że na nic się nie godziła, jednak Aaron uciszył ją lekceważącym gestem dłoni. Cassie burknęła coś pod nosem i pozostała już zachmurzona.
Madelyn przygryzła wargę. Uśmiechnęła się delikatnie i pokiwała głową, jednak po chwili uśmiech zszedł z jej twarzy, kiedy zobaczyła, że z szyi Aarona cieknie strużka krwi. Wyciągnęła z kieszeni białą chusteczkę i wytarła.
Cassie przewróciła oczami, zdziwiona. Jeszcze nigdy Madelyn nie martwiła się w taki sposób o innych. Uśmiechnęła się jednak do siebie, kiedy zrozumiała, o co chodziło. Żeby przerwać tę jakże „romantyczną” sytuację, Cassandra udała oburzoną i zapytała:
— A dlaczego ja miałam mieć jakieś („idiotyczne”, dodała w myślach) testy, jeśli ONA swoją bialutką chusteczką wytrze krew z jakże ogromnej rany („Chcąc nie chcąc spowodowaną przeze mnie”)? — zapytała z sarkazmem.
Aaron dłonią wstrzymał Madelyn. Ta, zadowolona z siebie, uśmiechnęła się z satysfakcją do Cassandry i schowała chusteczkę z powrotem. Cassie wzruszyła ramionami.
— Słuszna uwaga, Cassandro — powiedział Aaron, po czym odwrócił się do Maddie. — No, co ty potrafisz? Na razie dowiodłaś tylko, że umiesz farbować chustki krwią. Łuk, nó… saksa czy coś innego?
Madelyn popatrzyła wokół. Kiedy nic nie zauważyła, wzięła głęboki wdech i na wydechu powiedziała:
— Miecz. Potrafię walczyć mieczem.

5 komentarzy:

  1. Czy mogę skomentować szczerze? Bo wiem, że niektórzy nie przepadają za krytyką, dlatego wolę najpierw się zapytać. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, czyli szykuje się krytyka? XD
      Jasne, dopiero się uczę i każda rada zostaje mile widziana :)

      Usuń
    2. No tak tylko troszkę. xD Chociaż to jest bardziej moja opinia i nie musisz się z nią zgadzać. ;)
      Być może chciałaś czytelnika zapoznać z główną bohaterką, pokazać jej życie, jednakże uważam, że pierwsze akapity do spotkania z Cassie są zbędne, bo niewiele się dzieje. A opisy tego, że wchodzi do karczmy i zaraz wychodzi, albo że przygotowuje posiłek nie są zbyt interesujące, więc można było je swobodnie pominąć. Trochę też odniosłam wrażenie, że gdy przyszła Cassie to chciałaś się jej potem szybko pozbyć z fragmentu i wyszło potem, że Cassie się niby śpieszy.
      "Między innymi unikałam spotkania ze śmiercią, która czyha na mnie w każdym zakamarku." - nie bardzo rozumiem tego fragmentu, dlatego że nie widziałam zbytnio niczego, co by mogło zagrażać jej życiu. Nie czułam żadnego niebezpieczeństwa, a może Maddie po prostu tak powiedziała sarkastycznie. Tego niestety nie wiem.
      Nie wiem też, co dziwnego jest w rozmawianiu ze zwierzęciem... o.o xD Przecież to też istota żywa i każdy właściciel rozmawia ze zwierzakiem. Nawet z koniem. Dlatego dziwię się bohaterce, co dla mnie to ona w tym momencie jest dziwna z tymi myślami. (ale nie, żeby to było coś złego, to po prostu pokazuje charakter Maddie ;) )
      Również nie rozumiem, co złego jest w zostawianiu kota samego w domu.. Nie trzeba się przecież nim zajmować 24/7. No, chyba że jest to jakiś wyjątkowy kot, w sensie taki bardziej magiczny. Nie wiem też czemu Cassie tak nagle się zdenerwowała na Maddie. Nie powiedziała niczego złego bądź nietaktownego. Tym bardziej, że są przyjaciółkami to z tak błahego powodu nie powinny się "kłócić" czy obrażać.
      Jakoś do tej pory nie polubiłam ani Maddie ani Cassie. Obie wydają mi się, jak każda inna bohaterka-nastolatka. Hormony buzują i o byle, co wpadają w złość czy coś. Maddie w ogóle jakoś nie ma szacunku do ludzi. Tzn, jasne może mieć taki charakter, ale jakoś moim zdaniem jest to źle przedstawione, bo wychodzi z niej księżniczka, do której nie można się nawet odezwać. Z Cassie jest podobnie.

      "— Aaron. Aaron Odważny.
      — Chyba Aaron Głupi" - ten moment mi się podoba :D

      To spotkanie Aarona i Cassie jakoś wydaje mi się nad wyraz sztuczne. Skoro Aaron przyszedł po Cassie i Maddie to raczej kiepsko zaczął znajomość z Cassie choćby. Jedno chce przekonać drugiego o swojej sile, chociaż wychodzi jakby dzieci się przekomarzały, kto ma lepsze zabawki. I ta przemowa chłopaka jakoś mnie w ogóle nie przekonała. Nie odczułam, że w Królestwie rzeczywiście dzieje się coś strasznego, nawet jeśli jest to ukrywane przed mieszkańcami.
      Ogólnie co do bohaterów mam wrażenie, że brakuje mi w nich tej dojrzałości. Jasne, nie muszą od razu zgrywać 50-letnich staruszków, co są najsilniejsi i najmądrzejsi, ale tutaj jak na swój wiek, zachowują się nieco dziecinnie. I niezbyt wyróżniają się. Każda z tych trzech osób wychodzi na narwaną, uważającą się za silną, sprytną i mądrą, którą trzeba szanować, bo inaczej kogoś skrzywdzi, a umiejętności spadają razem z ich przemowami. Myślę, że powinnaś bardziej przyjrzeć się swoim bohaterom i nadać im różne cechy, które będą ich wyróżniać. Pamiętając też o tym, by mieli wady i słabości. ;)

      "okrzyku wygranej gry w koście" - wydaje mi się, że powinno być "w kości"
      "wspominała, że od ciebie? ƒ— zapytał" - coś Ci się tutaj wkradło ;)
      "Łuk, nó… saksa czy coś innego?" - mały brak literki

      Usuń
    3. Jeszcze te przemyślenia, które wstawiłaś w nawiasy. Podczas czytania trochę gubią czytelnika i wybijają z rytmu. Można by było je wziąć spokojnie albo w nowym akapicie albo po pauzie/półpauzie. ;)

      Dobrze, że masz wyjustowany tekst i choć małe, ale jednak są akapity. Tylko ta biała czcionka, jak napisałam Ci w innej zakładce, trochę może z czytaniem dawać po czach. ;) Może jakiś jasny szary? :)

      To tyle moich przemyśleń, co mi przyszło do głowy. Może masz inne spojrzenie na to, ja w każdym bądź razie mogę zachęcić do przeczytania własnego tekstu po paru dniach. Wtedy spojrzysz na to z innej strony i zobaczysz sama czy Tobie wszystko pasuje. Ja tylko napisałam z punktu widzenia czytelnika.
      To chyba wszystko. Mam nadzieję, że za bardzo Cię nie zdołowałam ani nie zniechęciłam do pisania. Sama robię mnóstwo błędów, więc też święta nie jestem. Pisz dalej, bo praktyka czyni mistrza! Życzę weny i pozdrawiam! Fighting! :)

      Musiałam podzielić komentarz, bo w jednym mi się nie zmieścił... :(

      Usuń
    4. Ojej, dziękuję za aż tyle uwag! I poświęcenie swojego czasu :)
      Ta sztuczność postaci... To jedna z rzeczy, których do tej pory nie udało mi się... poprawić.
      Ich charaktery zostaną okazane później, na razie to są takie "niemądre ludzie" XD
      Jeszcze raz dziękuję, ściskam mocno i... pozdrawiam! c:

      Usuń

Obserwatorzy

27.07.2016 r. — otwarcie

Powieść high fantasy.

Rozdziały co dwa tygodnie we wtorek.

KONTAKT: arena.caballo@interia.pl

Szablon