niedziela, 16 października 2016

Trzeci

Madelyn co chwilę zatrzymywała się i odwracała głowę, żeby sprawdzić, czy Aaron i Cassandra podążają w szlak za nią. Nawet jej najlepsza przyjaciółka nie wiedziała o tym, że Maddie „bawi się” mieczem. Mad szła dumna, z podniesioną głową. Już niedługo mogła udowodnić, że to ona potrafi coś, czego nie potrafi prawie każde dziewczę w Królestwie.
Cassie mamrotała coś niezbyt miłego pod nosem. Aaron przysłuchiwał się wszystkiemu i w duchu przeraził się, gdyż gdyby Madelyn to wszystko słyszała, już nigdy nie wysłałaby Cassandry na drugi koniec ich „małego świata”.
Maddie przyspieszyła; szła sprężystym i szybkim krokiem, bo coraz bardziej zbliżali się do zamku. Uśmiechała się delikatnie na samą myśl, że udowodni swoje nowe umiejętności. Nuciła także jakąś skoczną melodię.
— No, już prawie jesteśmy — rzuciła wesoło Mad.
Zamek był coraz bliżej. Zbudowany ze starej, czerwonej cegły oraz otoczony głęboką fosą i lasem, „fort” przedstawiał się majestatycznie. Miał cztery wieże; każda z nich odpowiadała poszczególnemu kierunkowi kompasu. Na najwyższej z nich, północnej, powiewała flaga i jednocześnie herb hrabstwa Lecindaw. Jedyne ptaki, jakie można było zauważyć na prawie bezchmurnym niebie, szybowały wysoko nad zamkiem. W lesie obok Aaron dostrzegł hasające sarny; uśmiechnął się na samą myśl o nich.
Nagle Madelyn zboczyła z traktu. Kierowała się w stronę Południowego Lasu, najspokojniejszego zakątka w hrabstwie. Po pięciu minutach marszu zatrzymała się przed ogromnym, starym dębem. Oparła się o pień i czekała na resztę.
— To co, wchodzimy? — uśmiechnęła się promiennie i odwróciła.
Cassandra bystro wpatrywała się w gesty Madelyn. Próbowała jak najwięcej zapamiętać z tego „kodu”, który okazał się rytmicznym pukaniem w drzewo. Po wystukaniu Maddie szarpnęła za jedną z wystających niżej gałęzi. Uśmiechnęła się do siebie, po czym odsunęła się.
— Cassie, chodź, będziesz pierwsza — powiedziała głośno.
Nie wiedziała, co o tym myśleć. Nie miała nawet czasu na myślenie, gdyż ciało nie słuchało jej; nogi ruszyły w stronę drzewa. Cassandra była pewna, że za chwilę uderzy w twardą korę drzewa, jednak tak się nie stało.
Poczuła, jakby milion piórek łaskotało ją po skórze. Zaśmiała się cicho. Natychmiast przestała, gdyż zaczęło kręcić jej się w głowie. Ciepło zaczęło ogarniać jej brzuch, stopniowo rozchodziło się po całym ciele. Cassandra przymknęła oczy. Nagle zaczęło jej towarzyszyć uczucie spadania z wysokości.
Jej usta krzyczały. Krzyczała cała ona, wszystko wirowało. Usilnie próbowała złapać się czegokolwiek, jednak towarzyszyła jej pustka i ciągłe uczucie lęku. Gdzie ona mnie wysłała?!, myślała, lecz nie zdążyła wymyślić niczego. Poczuła stały grunt pod nogami.
Powoli otwierała oczy. Rozejrzała się dookoła; zobaczyła ten sam zamek, który nie raz ukazywał się w dworskich gazetach. Pachniało tu tą zimną, czerwoną skałą; był to zapach przyjemny, sam wciskający się w nozdrza. Ostrożnie zrobiła krok do przodu…
Za nią, dokładnie w tym miejscu, w którym jeszcze przed sekundą stała, pojawił się Aaron z uśmiechem na twarzy. Podrapał się po karku, po czym zagaił:
— No, co tam?
Cassandra zdążyła tylko otworzyć usta, ale szybko machnęła palcem, żeby nakazać Aaronowi przesunięcie się. Ten zrobił dziwną minę, ale przesunął się. Po chwili pojawiła się także Madelyn.
— Maddie… — zaczęła Cassie. — Co to miało być?
Madelyn przewróciła oczami.
— Portal — powiedziała, jednak kiedy zobaczyła niepojmujący wyraz na twarzach przyjaciół, wzruszyła ramionami i wyjaśniła: — Jeśli nie chcesz przechodzić głównymi drzwiami zamku, przechodzisz tędy. — Po krótkiej chwili, jakby sobie coś przypomniała, dodała: — Cassie, wrota do portalu reagują tylko na niektórych. Powodzenia w próbach — uśmiechnęła się i odwróciła.
— Dziewczyny, może już pójdziemy…? — zaczął cicho Aaron. — Nie chcę wrosnąć w posadzkę. Kamienie bolą, pamiętajcie.
Madelyn zdążyła zrobić już kilka kroków do przodu. Machnęła ręką ponaglająco, po czym szybko ruszyła. Cassandra westchnęła i szła za nią. Rozglądała się wokół siebie, co chwila mrugając, jakby nie wierzyła własnym oczom.
Ściany zdobił królewski szkarłat, wiszący w postaci gobelinów. W równych odstępach, co kilka obrazów, stały zbroje rycerskie, srebrne, wypolerowane tak, że można było się w nich przeglądać. Wielkie malowidła przedstawiały najprawdopodobniej rodzinę królewską; portrety mężczyzn i kobiet.
Cassandra szła po miękkim, perskim dywanie. Nie spodziewała się, że w zamkach można było znaleźć jakieś wykładziny na korytarzach. Sufit był wysoki; przepiękne, kryształowe żyrandole nadawały temu miejscu urok. Przy ścianach stało także dużo roślin, od małych drzewek po stojące na wysokich stojakach paprocie i bluszcze.
— Tutaj skręcamy! — uprzedziła Madelyn, po czym weszła przez drzwi do ogromnej sali.
Cieszyła się jak dziecko, kiedy zobaczyła te wszystkie miecze wiszące na ścianach. Kiedy zobaczyła swojego znajomego, który brał do ręki idealnie wyważoną broń, pomachała mu. Ten skinął tylko głową na przywitanie i zatrzasnął przyłbicę.
— Witajcie na sali treningowej Szkoły Rycerskiej hrabstwa Lecindaw — uśmiechnęła się szeroko i zachęcająco Madelyn.
Aaron wszedł niepewnie. Ściągnął łuk z pleców, po czym postawił go przy drzwiach, żeby mieć cały czas na niego oko. Przeszedł kilka kroków do przodu i zadarł głowę. Okręcił się wolno wokół własnej osi, żeby dokładnie obejrzeć wszystkie otaczające go „arcydzieła”. Uśmiechnął się na widok Cassandry, która już przeszła połowę długości okrągłej sali.
Nie był pewien, co oświetlało tę salę — nie dostrzegł żadnych żyrandoli. Poczuł dziwną pokusę, żeby zapytać tego rycerskiego czeladnika, ale powstrzymał się, gdyż zauważył podążające ku niemu Cassandrę i Madelyn.
Dopiero teraz zobaczył ciemne loki okalające ramiona Madelyn. Aaron, o czym ty myślisz?! Nadludzkim wysiłkiem odwrócił wzrok i udawał, ogląda miecze wiszące na ścianie.
— To może troszkę wam opowiem o tym miejscu, co? — zagaiła Maddie. — Wybudowano je sporo stuleci przed zamkiem. Pierwotnie nie miało tu go być, tylko szkoła rycerska, ale nasz król nieboszczyk Ursuli II chciał koniecznie mieć zamek w naszym hrabstwie i tak pod koniec czternastego wieku wybudowano zamek.
Aaron pokiwał głową w zamyśleniu. Zrobił krok do tyłu i zaczął się uśmiechać. W jego ciemnych oczach Cassandra zauważyła złowieszczy błysk.
— Madelyn, moja droga, pragnę zauważyć, że ty nie miałaś nam opowiadać bóg wie o czym, tylko pokazać swoją sztukę walki mieczem — powiedział chytrze, po czym założył ręce na klatce piersiowej.
Maddie westchnęła. Wzruszyła ramionami i podeszła do jednej ze zbroi i wyciągnęła miecz. Ten — zresztą jak wszystkie inne w tym zamku — był idealnie wyważony. Rękojeść nie była długa, co wskazywało, że był to miecz jednoręczny. Stanęła na środku sali i rzuciła głośno:
— Podejdź no, Arlekin. Muszę udowodnić przyjaciołom, że potrafię bawić się mieczem. — Po chwili dodała do samej siebie: — Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.
Arlekin — tak właśnie brzmiało jego imię — dumnie podszedł do Madelyn. Przerzucił miecz z jednej dłoni do drugiej, po czym rozpoczął „walkę” pchnięciem. Maddie sparowała cios. Po chwili opracowała taktykę: wypad, pchnięcie, cofnięcie, sparowanie. „Tańczyła” według schematu. Widać było, że sprawia jej to przyjemność; kolejne ciosy wydawała jakby od niechcenia, widząc, że Arlekin coraz bardziej się męczy. Zaczął coś mówić; chciał, żeby Madelyn skupiła się na jego słowach, nie na zadawanych ciosach. Maddie jednak znała tę sztuczkę, gdyż nie odezwała się i z jeszcze większą precyzją zadawała kolejne pchnięcia.
Za to Arlekin miał coraz większe problemy w walce. Nie dość, że mówił cokolwiek i przez to nie skupiał się na walce, to jeszcze brakowało mu sił na odepchnięcie kolejnych ciosów. Kiedy zamachnął się, żeby zadać cios, Madelyn szybko zrobiła krok w tył i bok, przez co Arlekin runął jak długi.
— Genialnie — usłyszeli za sobą. — Madelyn, jaka szkoda, że nie jesteś mężczyzną, bo miałabyś szansę na zostanie najlepszym rycerzem w kraju.


Naprawdę jest mi źle z tym, że po prostu nie chcę napisać rozdziału. Bałam się siąść do worda i coś napisać. To przez to to opóźnienie.
PS Nie wiem, skąd się biorą te przerwy między ostatnim wersem.



1 komentarz:

  1. Cześć, zajrzyj na pocztę :D W końcu dokończyłam szablon dla ciebie, mam nadzieję, że będziesz zadowolona.
    Pozdrawiam,
    Aris

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

27.07.2016 r. — otwarcie

Powieść high fantasy.

Rozdziały co dwa tygodnie we wtorek.

KONTAKT: arena.caballo@interia.pl

Szablon